Tak, jak napisała Kasta (pisząc o sobie) ja też myślę, że jestem za stara na sportowe traktowanie seksu. Za stara na próby i błędy, na jakąkolwiek chybioną fuszerkę. Ale wciąż potrzebuję seksualnych doznań. Jestem otwarta, hahaha, na podjęcie dyskusji na ten temat. Wiem, czego potrzebuję, co potrafię ofiarować partnerowi, co może nam obojgu przynieść maksymalną nie tylko przyjemność, ale w przypadku seksu tantrycznego, nieomal nirwanę. Oczywiście, że ani kobieta, ani mężczyzna nie powinni traktować się i siebie (sic!) instrumentalnie. Wymagany jest 100-procentowy szacunek i zaufanie. Lidusiu, mówisz o zaiskrzeniu - masz zupełną rację! Między dwojgiem ludzi musi błysnąć. Wierz mi, istnieje coś takiego - porozumienie, niekoniecznie, dusz, ale ciał. Wystarczy jedno spojrzenie, jedno muśnięcie dłoni, przypadkowy dotyk, nawet sam zapach. Po prostu feromony. I nie ma się czego wstydzić, ani swoich potrzeb, ani odczuć. Wszystko to jest świadectwem zdrowia i wyzbycia się fałszywej pruderii. Nie, nie krytykuję tutaj nikogo za najdalej idącą obronę swojej intymności. Nie każdy człowiek chce i absolutnie nie musi otwarcie mówić o potrzebie seksu. Szanuję jednak ludzi, którzy potrafią o seksie rozmawiać i liczą się ze zdaniem innych na jego temat. Każdy z nas jest inny i każdy z nas ma absolutne prawo do wyrażania swojego zdania, pod warunkiem oczywiście, że nie skrzywdzi przy okazji nikogo.
Ależ się rozpisałam. Oczywiście z przyjemnością podejmę dalszą dyskusję. Pod warunkiem, że nie będzie to pornograficzne podejście do tematu
