a ja nie czytam wcale! SERIO
i myślę, że tym właśnie, między innymi, przejawia się starość...mam wrażenie, że wszystko co było do przeczytania już dawno przeczytałam! i niezbyt interesują mnie historyjki wymyślane przez innych ludzi. Jeśli już , to jest w stanie zainteresować mnie literatura faktu, lub historia, ale że "pamięć, pamięć nie ta"

po co mam ją czytać jeśli przyswoić na dłużej nie daję rady??? W młodości pożerałam wszystkie książki ktore mi wpadły w ręce, m.in. przeczytałam wszystkie dzieła Conrada w czasie wakacji, nie wychodząc z domu w kilka dni! W tym też czasie czytałam namiętnie Remarqua, Hemingway'a, Sartre'a, Steinbacka., i innych wielkich, ale też zakochałam się w kryminałach Raymonda Chandlera. I ta miłość pozostała, polecam gorąco, jego książki, prócz fascynującej akcji emanują inteligencją i ogromnym poczuciem specyficznego humoru, zahaczając o psychologię. Miał dar tworzenia postaci o niezwykle wyrazistych i przekonywujących charakterach. Tak, że jeśli chce mi się poobcować z dobrą literaturą, sięgam raczej do książek mi znanych i ukochanych. Do takich należy też "Ania z Zielonego Wzgórza" i "Saga Rodu Forsythe'ów"...
Chandler przeżył życie z żoną starszą od siebie o 20 lat, co dodatkowo budzi moją do niego sympatię i miał ukochaną kotkę perską, która żyła 24 lata. Cierpiał chyba jednakowo po stracie obydwóch i już nigdy się nie ożenił (czy nie miał więcej kotów - tego nie wiem

)