To nawet nie jest takie trudne. Ziemniaki tarkowane i gotowane miesza sie razem, troche soli, chyba jajko. Proporcję trzeba zachować nie pamietam dokładnie: 5 ziemn. gotowanych i 10 tarkowanych, czy odwrotnie. To na ciasto, a mięso mielone z cebulka, pieprzem, sola, czosnkiem...Z ciasta robi sie placek i wkłada na środek trochę mięsa i zawija w dłoniach. Robi sie wielką kluchę w kształcie cepelina, tego wiecie, niemieckiego, przedwojennego sterowca, który spłonął przy lądowaniu. Balon wypełniony był wodorem, chyba, powietrze było naelektryzowane, powstała iskra, no i buuuuch...wodór wybuchowy, powłoka sterowca łatwopalna...i skończyła sie era sterowców...więcej nie budowali...szkoda.
Acha, ziemniaki można utrzeć w sokowirówce, sok odstawić do osadzenia skrobi, potem zlać szybko supernatant i skrobię dodać do ciasta. Kluchy wrzuca sie do osolonej, wrzącej wody, wolno gotuje, jak wypłyną ,to jeszcze trochę...nie wiem nigdy jak długo. Potem ze skwareczkami i cebulką, a na drugi dzień, zimne można pokroić w grube plastry w podsmażyć na patelni, ze skwarkami. Pycha...tym i gołabkami nigdy nie moge sie najeść...
