Juz to gdzieś opisałam, chyba w Centrum powitań. Było nie najgorzej, ale mogło być lepiej. Zapowiadało się całkiem nieźle. Pierwszego wieczoru na kuligu walentynkowym poznałam faceta,. Trochę potańczyłam, trochę wypiłam na koszt adoratora, który ciągnął mnie do łóżka, ale mu się nie udało. Za to dla mnie kolejna lekcja i refleksja, że chyba to prawda, że kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa. Nawet ostatniego dnia swego pobytu nie rezygnują z polowania. Ten chwalił się, że czytał książkę jak uwieść kobietę. Chyba tamtej nocy mu się już to nie udało
